Przejdź do głównej treści strony
Invest in Lubań
01-08-2016

Polemika Anny Łagowskiej z artykułem "Najważniejsze jest pierwsze wrażenie" wydrukowanym w najnowszym numerze "Ziemi Lubańskiej" (tekst Magdy Maj, nr 14/2016, strona 17).

Po solidnym ochrzanie, który zebraliśmy w ostatnim numerze „Ziemi Lubańskiej” jako lubanianie, od lubanianki z Krakowa, pomyślałam sobie, że nie mogę tego puścić płazem. Według autorki artykułu „Najważniejsze jest pierwsze wrażenie” jesteśmy wiecznie niezadowoleni, nie umiemy cieszyć się własnym miastem i go w ogóle nie znamy. A jest tu ponoć co zobaczyć, warto zwiedzać, odwiedzać a nawet jest po co przenieść się z Krakowa. Cóż - jestem lubanianką z Lubania i wiem lepiej, jak jest. Chętnie jako rasowa, wiecznie narzekająca mieszkanka Lubania, udzielę przyjezdnym kilku rad. 
Bo znam naprawdę sporo powodów, by omijać Lubań z daleka...

Ohydne śródmieście



Nie odwiedzaj Lubania, jeśli jesteś miłośnikiem architektury PRL. Wiele miast na zachodzie kraju stanowi istny raj dla amatorów szarych, klockowatych bloczków z epoki późnego Gierka. W niektórych z nich nawet ryneczki są stworzone z tych prostych i jakże szlachetnych w swoim zarysie brył. W Lubaniu niestety jest inaczej, czyli kiepsko.
W centrum mamy tylko trochę reliktów PRL a i to spaskudzonych na nowoczesną modłę. Reszta śródmieścia, jak na złość, wypełniona jest kamieniczkami. Czasem wręcz nie idzie odróżnić, które z nich są pozostałością po Lauban, a które wybudowano w latach 90. Do tego na głównych deptakach zamiast przyzwoitego asfaltu czy zacnych betonowych płyt, mamy granitowy bruk. I jeszcze co trzy kroki, to zabytek. Ohyda!

Brak szacunku do historii



Nie odwiedzaj Lubania, jeśli lubisz proste historie. Gdy tu przyjedziesz, wiedza o powrocie do macierzy i piastowskich Ziemiach Odzyskanych na nic Ci się nie zda. Uprzedzamy lojalnie - historia Lubania jest pokręcona jak "Lato z Radiem", trzymajcie się od nas z daleka! 
Po wojnie ludzie zjechali się tu z różnych stron, z bardzo różnym bagażem, może dlatego właściwie każda rodzina ma swoją własną wersję historii. Po latach, gdy kolejne pokolenie lubanian zaczęło się urządzać w zasiedlonym mieście, swoje trzy grosze do historii Lubania zaczął dodawać przedwojenny Lauban. Oczywiście znaleźli się tacy, co słuchali historii przyjeżdżających ludzi, czytali w budynkach i szperali w archiwach. No i teraz masz babo placek, wszystko zepsuli i nic nie jest czarno-białe. Może z wyjątkiem czarno-białego komiksu wydanego przez tutejsze muzeum. Opowiada on o Polaku, Rusku i Niemcu, którzy w czasie wojny spotkali się przypadkiem na wieży ratusza i przez chwilę musieli grać w tej samej drużynie… Nie, lepiej nawet nie próbować tego rozumieć.

Nieogarnięta zieleń miejska



Nie odwiedzaj Lubania, jeśli podoba Ci się schludny, betonowy krajobraz. Parki, skwery, klomby, błonia i inne nieporządne, zielone cholerstwo – musimy Cię zmartwić, w tym mieście jest tego pod dostatkiem. Kwieciska zwieszają się z latarni, atakują koło ławeczek, a gęste trawsko wręcz obrzydza swoją soczystością. 
Nawet kiełkującą, brukowaną oazę ostatnio zepsuto wielkimi klombasami i drzewkami. Co gorsza, lubanianie zdają się kochać to świństwo, i to do tego stopnia, że obwieszają sobie nim balkony i okna. Jakby im było mało, wciąż sadzą kolejne drzewka i krzaki, czasem nawet jako pamiątkę jakiegoś wydarzenia. Fotografie nowych sadzonek na klombach zbierają dziesiątki lajków na miejskim fanpage’u, a problem „jaki gatunek krzaka posadzić na osiedlu” wywołuje płomienne dyskusje. To nie koniec szaleństwa - obywatelskie patrole lokalnych „entów” krążą, pilnując, by nikt nie uszczknął ani gałązki… Sorry, taki mamy klimat.

Porada całkiem bez sensu



Nie odwiedzaj Lubania, bo Jakub Porada radzi, żeby tu  przyjechać. Wszyscy wiemy, że telewizja kłamie a gwiazdy mają wodę sodową zamiast mózgu. To prawdziwe nieszczęście, że Lubań został opisany przez Jakuba Poradę w przewodniku „Polska da radę” jako sympatyczna i wygodna opcja weekendowa.
Bądźmy szczerzy, gość, który przemierzył świat wzdłuż i wszerz i potrafi zorganizować sobie wypad za grosze, nie może mieć racji. Gdyby jeszcze Lubań zapłacił mu za to choć złotówkę, moglibyśmy mówić o jakiejś wiarygodności i poważnym podejściu do ściągania turystów. Niestety Porada zrobił to z własnej inicjatywy i za darmo, bo miejscowość wpadła mu w oko. Bądź mądry. Nie bądź jak Jakub, nie przyjeżdżaj!

Sztywniactwo level hard



Nie odwiedzaj Lubania, jeśli bierzesz wszystko na serio. Jeśli nauka, to tylko wkuwanie z opasłych tomisk, jeśli urzędnik, to tylko sztywny fanatyk paragrafów, jeśli promocja, to tylko w formie folderku ze złotym zawijaskiem, jeśli poezja to wyłącznie „Smutno mi, Boże”. Jeśli tak myślisz, to naprawdę nie przyjeżdżaj do Lubania, bo możesz się porządnie wkurzyć – przepraszam, zdenerwować. 
Tu historii uczą przebierańcy, a do obowiązków służbowych urzędników należy bieganie w wianku ku chwale nocy świętojańskiej. Oprócz porządnych i okazałych gadżetów są jakieś durne misie, świecące patyki do smartfona oraz książki lokalnych poetów, zawierające sprośne limeryki. I jeszcze na tych niegodziwych serwisach społecznościowych samorząd zalewa przyzwoitych ludzi zdjęciami księżyca, listków, zwierzątek i hasającej dziatwy. Ale w sumie czego można spodziewać się po mieście, które za swoje oficjalne hasło przyjęło jakieś, pożal się Boże, „Lubię Lubań”? 

Uczciwie mówię jak jest. Z tym Lubaniem. I lepiej niech nikt tu nie przyjeżdża!

Anna Łagowska, redaktorka naczelna Ziemi Lubańskiej,
na co dzień zajmuje się promocją miasta Lubań w Łużyckim Centrum Rozwoju
Nasza witryna wykorzystuje pliki cookies, m.in. w celach statystycznych. Jeżeli nie chcesz, by były one zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. Więcej na ten temat...